niedziela, 13 listopada 2016

Jak mi się mieszkało w akademiku




Całonocne imprezy na kilku piętrach jednocześnie, orgie w pokojach, alkohol lejący się strumieniami, telewizory/drzwi/lodówki wylatujące przez okno, młodzi ludzie szalejący jak dzikusy, bo wyrwali się spod opieki rodziców… Pewnie często słyszycie takie historie. Czy tak wygląda życie w akademiku? Czy może to tylko stereotyp? Dziś opowiem o tym, jak mi się mieszkało w akademiku.


Podczas moich studiów przez rok mieszkałam w akademiku. Jednak przez całe 5 lat odwiedzałam co jakiś czas domy studenckie dwóch uczelni i mniej więcej wiem, co się tam działo i jak wygląda życie w akademikach. Najpierw postanowiłam przedstawić w kilku punktach jak wyglądają akademiki, a następnie podsumuję jak wygląda życie w akademiku, w kilku zdaniach ode mnie. Podkreślam, że opisuję to, co widziałam. Być może w innych akademikach jest inaczej, ale tego nie wiem. 

1.    Pokoje w akademikach

Pokoje w akademikach są przeważnie 2 lub 3 – osobowe z łózkami pojedynczymi, bądź piętrowymi. Zwykle są ciasne jak cholera. Naprawdę. Mój chomik już miał więcej przestrzeni w swojej klatce. Podejrzewam, że nawet więźniowie w zakładach karnych mają dla siebie więcej m2. Klaustrofobia nabyta jak w banku. Przynajmniej każdy z mieszkańców ma swój stolik i krzesełko, półkę, kawałek szafy. W pokoju ma się też lodówkę, która nie daje w nocy spać… W niektórych akademikach lodówka jest na stanie, a w innych trzeba zdobyć własną i wstawić ją do pokoju. 



2.    Łazienki

Standardy co do łazienek są różne. Widziałam następujące rodzaje łazienek akademikowych: 
  • akademiki z jedną łazienką na całe piętro, czyli na kilkanaście pokoi. Taka łazienka składała się z kilku toalet i dwóch pryszniców. Trzeba jednak dodać, że w tym akademiku w każdym pokoju był zlew, gdzie można było umyć zęby, przemyć twarz czy naczynia; 
  •  łazienka w pokoju. Full wypas. Prysznic, toaleta i zlew do dyspozycji jednego pokoju. Łazienka ciasna, ale własna; 
  •  jeden prysznic, toaleta i dwa zlewy na 2-4 pokoje. To tzw. Składy, gdzie kilka pokoi dzieli jedną łazienkę. Jest kilka takich samych składów z łazienką na piętrze. 



3.    Kuchnia

Tutaj sprawa jest raczej prosta. Zawsze kuchnia jest jedna na całe piętro. Nie spotkałam się z inną sytuacją. Jedyne, co się różni, to rodzaj używanych kuchenek. Widziałam zarówno gazowe, jak i elektryczne. W każdej akademikowej kuchni jest kilka kuchenek/płyt grzewczych, a także zlewozmywak, gdzie można pozmywać swoje naczynia. Co jest najdziwniejsze nigdy nie widziałam w akademikowej kuchni mikrofalówki, co według mnie jest masakrą, bo bardzo by była przydatna. Oczywiście znam ludzi, którzy mieli własne mikrofalówki, a nawet mini kuchenki w pokojach. 



Jak wyglądał mój akademik?

Akademik, w którym mieszkałam, był w standardzie podwyższonym. Oznacza to, że miałam pokój dwuosobowy, z przyłączoną do niego małą łazienką. Kuchnia była na korytarzu, wspólna dla całego piętra. Dodatkowo w akademiku była sala telewizyjna i pralnia. Cały dom studencki był niedawno wyremontowany, więc wszystko było czyste i ładne. Każdego dnia panie sprzątaczki myły korytarze, schody i kuchnię. Jednak raz zostałam na weekend i wtedy dowiedziałam się, że sprzątaczki mają wolne soboty i niedziele ;/ W niedzielę wieczorem wszechogarniający syf był w całej kuchni, resztki jedzenia, makaron w zlewie, sosy na kuchenkach, podłodze i nawet na suficie! Studenci, młodzi, kształcący się ludzie nie potrafią nawet zgarnąć tego, co im się wylało. Wstyd. Naprawdę. Od tamtej pory byłam jeszcze bardziej zadowolona, że mamy ze współlokatorką własną łazienkę, o którą same dbamy. Bo jakbym chciała się wykąpać w niedzielę w takiej wspólnej łazience, to wolę nie myśleć, co mogłabym tam zastać… 

Napiszę to od razu… Według moich doświadczeń życie w akademiku nie wygląda tak, jak to przedstawiłam w pierwszym akapicie. Pomimo tego, że studenci nie umieją zachować odrobiny czystości, to orgii, patologii i wymiocin w moim akademiku nie było. Może to dziwne, ale właściwie imprez też nie było. Może kilka razy było słychać w sąsiednich pokojach podniesione głosy wieczorem, ale nic więcej. Być może powodem jest to, że na naszym miasteczku studenckim życie towarzyskie zawsze toczyło się na zewnątrz. Zawsze tam, na świeżym powietrzu, ludzie się spotykali, pili piwko, palili grille. Podczas tych dwóch semestrów, nic nie zostało zniszczone, podpalone, ukradzione, wyrzucone przez okno, nie było alarmów pożarowych, bombowych, ani nic z tych rzeczy. Ot, po prostu spokojne życie.

Moja współlokatorka była miłą i spokojną osobą. Mimo, że się nie zaprzyjaźniłyśmy, to chociaż nie miałyśmy ze sobą nawzajem żadnych problemów. Prawdę mówiąc czasem było tak, jakby jej wcale nie było, co mi akurat odpowiadało. Ciągle się uczyła, przez co ja miałam spokój w pokoju, a jak chciałam trochę rozrywki to wychodziłam do swoich znajomych. W pokoju i łazience razem dbałyśmy o czystość, o podobnej porze chodziłyśmy spać i nie wchodziłyśmy sobie w drogę. 


Na koniec podsumuję w kilku punktach to, co mi się podobało i co nie podobało, podczas pobytu w akademiku:

+ bliziutko na uczelnię;
+ cena akademika jest niższa niż pokoju w mieszkaniu;
+ łazienka w pokoju, meeega wielki plus;
+ w moim akademiku było cicho i spokojnie;

- studenci kompletnie nie potrafią zachować porządku w częściach wspólnych akademika, czyli nie umieją po prostu po sobie posprzątać;
- do akademika kilkukrotnie zostali wpuszczeni ludzie zbierający na coś kasę, zapraszający na spotkania religijne, roznoszący ulotki, itp…
- bucząca lodówka w środku nocy… czy tylko mi to przeszkadza?

            Może ktoś chciałby podzielić się ze mną swoim zdaniem na temat mieszkania w akademiku? Zdaję sobie sprawę, że moje doświadczenia mogą być skrajnie różne od doświadczeń innych. Zapraszam do wypowiadania się w komentarzach

A jak Tobie mieszkało się w akademiku?
Follow my blog with Bloglovin

22 komentarze:

  1. Na licencjacie mieszkałam na stancji. Nie chciałam do akademika, bo obawiałam się ciągłych imprez. Studiowałam w Lublinie i wiem, że tam "życie studenckie" trwa 24h/dobę... Teraz, na magisterkę (w przyszłym roku) mam zamiar pójść do Bydgoszczy, do akademika. Mam nadzieję, że nie będzie tragedii :D Wolałabym, żeby wyglądał tak jak Twój (tak, przeżyję nawet ten syf), niż tak jak te, które odwiedzałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się obawiałam mieszkania w akademiku, ale nie miałam innej możliwości. Mam nadzieję, że bedzie Ci się spokojnie mieszkało w przyszłym roku :-)

      Usuń
  2. Nigdy nie mieszkałam w akademiku, bo studiowałam zaocznie. Za to teraz mieszkam we współdzielonym mieszkaniu - tragicznie nie jest, ale zawsze mogłoby być lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno nie może się nazywać studentem ten, kto nigdy nie mieszkał w akademiku :-P

      Usuń
  3. Mieszanie w akademiku ... oj nie dziękuje :P Wolałam wynajmować kawalerkę na własną rękę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez bym wolała, ale nie każdego stać ;)

      Usuń
  4. fajny wpis, zapraszam do obserwowania http://fantastic-brand.blogspot.com/ odwdzięczam sie tym samym

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam okazji poznać życia w akademiku. Mieszkam jednak niedaleko nich i nie powiem, abym była zadowolona z zachowania studentów. Wiadomo, że jest to generalizacja, ale w ich okolicy zawsze jest bałagan, o którym piszesz. Może to wynika z faktu, że na małej przestrzeni jest bardzo dużo ludzi? Jednak gdyby pokoje wyglądały jak na zdjęciach, chyba każdy student byłby zadowolony :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha :D Zdjęcia nie są niestety z mojego akademika ;) Niby dużo ludzi, ale jakby każdy posprzątał tylko po sobie to by było czysto.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. ja przez 5 lat studiów nawet raz nie byłam w akademiku:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda. Czasem fajnie chociaż zobaczyć jak to wygląda ;)

      Usuń
  7. A ja nie mieszkałam w akademiku, ale byłam częstym bywalcem. Chociaż "życie studenckie" w studenckim mieszkaniu też może wyglądać baaaardzo ciekawie i bardzo akademikowo :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla odmiany ja jeszcze nigdy nie wynajmowałam pokoju w mieszkaniu ;)

      Usuń
  8. nie mieszkałam w akademiku, ale bywałam...chyba bym nie potrafiła, mam chyba zbyt duże potrzeby...wolałam przez kilka lat dojeżdżać ok 50 km na uczelnię, co też nie było idealnym rozwiązaniem no ale tak wybrałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy ma się swoją łazienkę, to nie jest tak źle. Chociaż wiem, że w większości akademików nie ma takiej możliwości.

      Usuń
  9. Patrzyłam na zdjęcia pokoju i aż chciałam spytać w jakim kraju studiowałaś ;) ale już wiem, że zdjęcia nie są Twoje!
    Ja miałam to szczęście (a może nieszczęście), że studiowałam w swoim rodzinnym mieście... także przygoda z akademikiem mnie ominęła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej miałaś spokój w swoim własnym domu. W domu najlepiej :) Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Nigdy nie miałam potrzeby mieszkania w akademiku, ale domyślam się że lekko nie jest. Powodzenia na studiach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było źle, a studia już skończyłam. Dzięki!

      Usuń
  11. Ja mam w akademiku aneks; dwa pokoje, wspólna kuchenka i lodówkę, która nie pomieści 4 osób - dwa pokoje po dwie osoby. Niebywałym plusem jest prysznic tylko na 4 osoby, bo z wanną to by zawsze były kłopoty i więcej sprzątania. No i oczywiście własna toaleta, bo to podstawa. Czystość na 4 osoby jest zazwyczaj dużo większa niż w przypadku kuchnia na cały korytarz. Problem oczywiście jak zwykle leży w cenie, bo za udogodnienia się płaci wysoką cenę. Na przykład w tym roku musiałem sobie sam kupić kabel do internetu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuchnia na 4 osoby to już jest całkiem nieźle. Kabel też kupowałam sobie sama i faktycznie możliwość posiadania własnej łazienki kosztuje trochę więcej niż przeciętny pokój w akademiku, ale i tak zwykle mniej niż pokój w mieszkaniu.

      Usuń