wtorek, 22 listopada 2016

Jak przebiegały moje rozmowy kwalifikacyjne




Szukając pracy wysyłamy miliony CV i czekamy z nadzieją na jakąkolwiek odpowiedź. Czasem, gdy ktoś w końcu oddzwoni, zostajemy zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną. Następuje to, czego wszyscy się boją, przez co się stresują i nie mogą spać w nocy. Jak się ubrać, co mówić, o co będą pytać, czy na pewno się nadaję, czy umiem wszystko, co trzeba…to tylko niektóre z pytań, które krzątają się wtedy po głowie. Osobiście nie mam zbyt dużego doświadczenia z rozmowami o pracę. Byłam na dwóch i dziś wam o nich opowiem.


Rozmowa kwalifikacyjna w biurze geodezyjnym


Gdy trafiłam na to ogłoszenie w Internecie, byłam wprost wniebowzięta. Praca w zawodzie, blisko, napisali, że może być ktoś do przyuczenia. Nadawałabym się! To było pierwsze (i do tej pory jedyne) ogłoszenie w moim zawodzie, jakie znalazłam, jeśli chodzi o mój region. Jak najszybciej wysłałam odpowiedź. CV + krótki list motywacyjny. Moim zdaniem wszystko było w porządku i nie mogli nie zadzwonić!

I faktycznie, telefon obudził mnie następnego dnia, z samego rana. Zaspana i oczywiście nie do końca kontaktująca, ale jakoś dogadałam się z szefem. Kazał przyjechać dziś, od razu. No nie wiem, ale moim zdaniem umawia się z kimś najwcześniej następnego dnia. A tu od razu mam jechać, bo sobie szef tak życzy. Do tego zastrzegł, żebym przypomniała sobie jakieś podstawowe rzeczy, bo „będziemy się pytać”. Od razu poczułam się jakbym wróciła do szkoły. Jednak to zrozumiałe, że chcą wiedzieć, ile umie osoba, którą chcą zatrudnić. Tylko sposób, w jaki to powiedział, nie bardzo mi się spodobał. 

Chciałam pokazać, że mi zależy, więc wszystko, co uznałam za stosowne szybko sobie przypomniałam i ruszyłam w drogę. Strój: biała koszulka, spodnie dżinsowe z wysokim stanem i granatowa marynarka. Uznałam, że do tego rodzaju pracy, nie będę ubierać się bardziej elegancko. Dobrze wiem, jak wygląda taka praca i jak ubierają się pracownicy, nie chciałam być uznana za jakąś „laleczkę”, która się nie nadaje. 

Sama rozmowa z szefem nie przebiegła źle. Typowe pytania: gdzie studiowałaś, jaka specjalność, o czym pisałaś pracę dyplomową, jakie umiesz programy, itp. Wszystko miło i sympatycznie. Już mi prawie obiecał podpisanie umowy o pracę od następnego dnia! Jednak w tym momencie nadeszła żona – szefowa. I przebieg rozmowy zmienił się o 360 stopni. Ja wiedziałam, że z kobietami trudniej się robi interesy. Ale żeby aż tak? Ta była wyjątkowo wredna. Dostałam od niej mapę i musiałam pokazać, co potrafię na komputerze. To, że nigdzie wcześniej nie pracowałam, wcale nie pomagało. Poradziłam sobie jednak tak jak umiałam, wykorzystując wiedzę ze studiów. 

Szefowa popatrzyła i stwierdziła, że może mnie przyjąć na staż finansowany z Urzędu Pracy. Świetnie. Ogłaszają się, że szukają pracownika. A tu się okazuje, że szukają darmowej siły roboczej. No i to był koniec, byłam jeszcze wtedy studentem, więc o żadnym stażu nie mogło być mowy. Po prostu się nie kwalifikowałam. Tak przeleciała mi koło nosa pierwsza i jedyna oferta pracy w zawodzie.

 

 

Rozmowa kwalifikacyjna w sklepie z dekoracjami wnętrz 

w galerii handlowej


Wysyłałam CV w odpowiedzi na różne ogłoszenia, głównie do pracy biurowej i do sklepów odzieżowych, kosmetycznych, a nawet do zoologicznego. W końcu zostałam zaproszona na rozmowę do sklepu z wyposażeniem wnętrz, dekoracjami, i innymi duperelami do domu. Jest to spory salon w galerii handlowej. Miła pani poinformowała mnie przez telefon, żebym przyszła na rozmowę kwalifikacyjną do sklepu na godzinę 11.15 dnia następnego, bo co 15 minut umawia chętne dziewczyny. Już czułam, że konkurencja jest spora. 

Również tym razem ubrałam białą koszulkę, spodnie z wysokim stanem, jednak tym razem postawiłam na czarną marynarkę. Po przyjściu do sklepu zostałam zaproszona przez kierowniczkę na zaplecze, czyli do małego kantorka, gdzie miała biurko i dwa krzesła. Poza tym w tym ciasnym pomieszczeniu było pełno pudełek, pakunków, towarów ze zwrotów, do zwrotu itp. Tym razem pytania były już inne niż w mojej poprzedniej rozmowie w sprawie pracy. Widać, że pani kierowniczka była szkolona w rekrutacji pracowników, bo padły następujące pytania:

  • Jak pani wyobraża sobie pracę w naszym sklepie?
  • Czego pani oczekuje po tej pracy?
  • Ile pani chciałaby zarabiać?
  • Czy odpowiadałaby pani praca na pół etatu, czy na cały etat?

Nie wiem, które z tych pytań były na serio, a które tylko po to, żeby w jakiś sposób mnie sprawdzić. Naprawdę nie mam w tym doświadczenia. Szłam tam jednak z przekonaniem, że nie chciałabym tam pracować na stałe, jedynie na jakiś czas, zanim znajdę pracę w zawodzie. Myślę, że kierowniczka to u mnie wyczuła, bo zauważyła moje wyższe wykształcenie i trochę o nie pytała. 

Podczas tej rozmowy dowiedziałam się trochę o pracy w tym sklepie. Praca po 12h godzin dziennie, obejmująca wszystkoooo, dosłownie wszystko. Łącznie z odbieraniem dostaw, wykładaniem towaru, sprzątaniem sklepu. Nie spodziewałam się niczego innego. Myślę, że jednak moja drobna budowa ciała mogła również się nie spodobać. Niestety nie wyglądam na osobę zbyt silną i myślę, że kierowniczka mogła uznać, że nie dam sobie rady.

Była jednak jedna rzecz, która spodobała się w moim CV, a mianowicie hobby: rękodzieło. Spytana o to, opowiedziałam o tym, że robię biżuterię i haftuję obrazy, pokazałam nawet jedną z moich bransoletek. Zostało to uznane przez kierowniczkę za atut. Stwierdziła, że z takimi zdolnościami na pewno umiałabym ustawić towar tak, by wyglądał atrakcyjnie dla klienta. 

Niestety moje wszystkie starania poszły na marne, bo nigdy do mnie z tego sklepu nie oddzwoniono. Być może uznano również, że 1600 zł na rękę to o wiele za dużo ;p 


Jeśli macie większe doświadczenie w rozmowach kwalifikacyjnych, bardzo proszę piszcie porady w komentarzach. 
Jeszcze wiele przede mną, a chętnie się czegoś nauczę.

2 komentarze:

  1. W życiu byłam chyba tylko na jednej rozmowie i przebiegała całkiem dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ja byłam na wielu rozmowach szczególnie w Wawie gdzie rotacja pracowników i studentów aplikujących do różnych dziwnych prac jest przeogromna. Niestety wiele rozmów kończyło się na hasełku ze odzwonią albo ze jutro zaproszą na podpisanie umowy XD Raz szłam na rozmowe jako sekretarka/ pomoc biurowa do jakieś firmy zajmującej się dekorowaniem wnętrz i kominkami. Pożegnali mnie z hasłem , że tylko zadzownią do szefa przedstawić moja kandydaturę i mogę za godzinkę wrócić podpisać umowę... taaa ledwo doszłam na przystanek i już do mnie zadzwonił rzekomy szef, że jednak nie bo jestem " nie reprezentatywna " ... pewnoe chodziło o to, że nie jestem blondynką z rozmiarem XS ;)

    OdpowiedzUsuń