niedziela, 18 grudnia 2016

Dostałam staż z UP!




        
         Głównym powodem mojej rejestracji w Urzędzie Pracy była chęć odbycia stażu w moim zawodzie. Pisałam o tym w kilku moich poprzednich artykułach, np. w „Profilowanie bezrobotnych -moja rozmowa z doradcą zawodowym” oraz „Rejestracja w Urzędzie Pracy”. Dziś mogę się pochwalić, że prawdopodobnie mi się udało i upragniony staż rozpocznę od początku stycznia. Moja droga, by go otrzymać, była jednak długa i wyboista, dlatego zapraszam do czytania. 

            Po skończeniu studiów nie rejestrowałam się od razu w UP. Chciałam najpierw sama spróbować znaleźć pracę. Jednak szybko okazało się, że będzie to bardzo trudne. Szczególnie w moim regionie. Ofert praktycznie nie było, a wszystkie odwiedzone przeze mnie firmy odsyłały mnie z kwitkiem. Gdy dodatkowo skończył mi się okres ubezpieczenia zdrowotnego, to zaczęłam panikować i swoje kroki skierowałam do Urzędu Pracy. 

            Był listopad i wiedziałam, że otrzymanie stażu pod koniec roku graniczy z cudem. Nie raz słyszałam, że koło wakacji fundusze w urzędzie się kończą albo, że pracownicy utrudniają składanie wniosków, lub udzielają nieprawdziwych informacji. Stwierdziłam jednak, że spróbuję się dowiedzieć więcej u źródła, dlatego skierowałam się do osoby zajmującej się wnioskami stażowymi. Miła pani stwierdziła, że faktycznie w tym roku nie ma już możliwości otrzymania tego typu pomocy. Spotkałam się ze ścianą. Nie była w stanie mi powiedzieć, ani kiedy, ani jak o staż mogę się starać. Jedyne czego się dowiedziałam, to, żeby przyjść może w styczniu to wtedy się czegoś więcej dowiem. Och, jak się cieszę, że nie posłuchałam i nie czekałam z ta wizytą do stycznia, bo wtedy pewnie kazaliby mi czekać do marca itd. 



            Na miejsce odbycia stażu wybrałam starostwo powiatowe. Mój zawód mi to umożliwia, ponieważ w każdym starostwie jest wydział zajmujący się geodezją. Wiedziałam również, że w jednostce samorządowej łatwiej będzie mi otrzymać taki staż. Szczególnie, że starosta, mówiąc najprostszymi słowami, finansuje Urząd Pracy. Dlatego postanowiłam, że prosto z UP skieruję swoje kroki do starostwa. Nie bardzo wtedy wiedziałam, jak cała procedura powinna przebiegać. Nie wiedziałam, gdzie w starostwie powinnam się udać. Do sekretariatu? A może do kadr? Jakoś kierowana instynktem udałam się do Wydziału Geodezji, Kartografii, Katastru i Gospodarki Nieruchomościami, czyli dokładnie tam, gdzie chciałam pracować. I to do naczelnika. Po kilkuminutowej miłej rozmowie, dowiedziałam się, że stażystka z moim wykształceniem bardzo by mu się przydała. Wytłumaczył mi też, że powinnam się umówić na spotkanie z samym starostą, bo taka jest przyjęta droga składania podań o staż. Z CV trzeba udać się do starosty, który po krótkiej rozmowie przyjmuje osobę na staż lub jej odmawia. Od znajomych wiem, że droga ta różni się w innych miastach, więc nie bierzcie tego za pewnik. W innych starostwach zostawia się CV w sekretariacie, albo w kadrach. Ja miałam rozmawiać osobiście ze starostą, więc trochę się zestresowałam, ale to przecież tez tylko człowiek, tak jak ja. 

            Szło całkiem nieźle, byłam coraz bliżej. Ale wtedy spotkałam się z kolejną ścianą. W postaci sekretarki starosty. Nie chciała zapisać mnie na spotkanie, bo starosta już w tym roku nie rozmawia o stażach. Przybita wróciłam do domu. Pomyślałam, że chyba faktycznie muszę spróbować w styczniu. Przynajmniej święta spokojnie spędzę w domu i będę miała trochę czasu dla siebie. 



            Jednak po miesiącu w domu miałam już serdecznie dość. Po studniach w innym mieście byłam przyzwyczajona do ludzi, do ruchu, do ciągłego robienia czegoś, do przyjaciół. Siedząc samej w domu czułam się bardzo źle. Oczywiście zajmowałam się różnymi rzeczami, które opisałam w artykule „Co robię na bezrobociu? 8 pomysłów”. Mimo wszystko ciągle mi czegoś brakowało. Słyszałam o znajomych, którzy znajdywali pracę, zaręczali się, wyprowadzali. A ja wciąż nie robiłam nic. Postanowiłam, że muszę coś z tym zrobić, że już niedługo koniec roku, może uda się załatwić ten staż teraz, żeby od stycznia zacząć. Dobrze to przemyślałam, napisałam podanie i zadzwoniłam do sekretariatu starosty. Jakie było moje zdziwienie, gdy tym razem bez problemu zostałam umówiona na spotkanie na najbliższy poniedziałek. To jednak starosta rozmawia jeszcze w tym roku o stażach. No widzicie. 

            Myślę, że szczegółom tego poniedziałkowego spotkania poświęcę osobny wpis. Teraz jedynie w skrócie powiem, że ten starosta, z którym stresowałam się spotkać, to normalny, miły człowiek. Pochwalił moje wykształcenie i stwierdził, że kogoś takiego potrzebuje. Wydał zezwolenie na 6-miesięczny staż i dodatkowy 1 miesiąc zatrudnienia. Mam rozpocząć prawdopodobnie 2 stycznia. Po tym okresie mogę nawet zostać zatrudniona na dłużej, jeśli moja praca okaże się przydatna. Starostwo złożyło wniosek do UP o przydzielenie mi stażu. Teraz czekam na telefon z potwierdzeniem. 

            Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo się cieszę. Wiem, że nie będę wiele zarabiała, ale w końcu będę pracować, uczyć się, wyjdę do ludzi. I jeszcze mam szansę na normalne zatrudnienie. Będę bardzo się starać. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli, że pracownicy mile mnie przyjmą i będą mieli ochotę wprowadzić mnie do pracy. No to po świętach zaczynamy! Trzymajcie kciuki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz